Grill i kociołek nad ognisko – jak zrobić tanio i prost

Oto kociołek 🙂 ale nie byle jaki, bo taki nad ognisko i to na wysięgniku własnoręcznie zrobiony i to jeszcze podnoszony smoczą wyciągarką. Zapraszam.

Skąd w ogóle pomysł ? Kociołek i grill to był prezent, który dostałem od żony. Trochę nakręcił nas na niego nie kto inny jak Makłowicz swoimi filmami o Węgrzech. Pokazywał tam ich tradycyjne dania i gulasze, które przyjemnie się pichciły. Sam kociołek i grill to jednak za mało, by na nim gotować. Potrzebne jest jeszcze mocowanie. Gotowe rozwiązania na allegro to koszt ok 1000 zł. Pokażę Wam, jak zrobić je znacznie taniej. Za jakieś 100 – 150 zł.

Kociołek żeliwny nad ognisko oraz kratka grilla

Film pokazujący jak krok po kroku zrobić grill lub kociołek nad ognisko

Zaczynamy zatem od kociołka. Są różne rozmiary i ja to chyba dostałem ten jeden z większych. Waży ze dwadzieścia kilo razem z pokrywką. Może nawet więcej. Solidny kawałek żeliwa. Spokojnie można tym zabić królika a potem go ugotować. (bzzz)

Tak ciężki przedmiot musi być zawieszony nad ogniskiem albo na grubym stelażu albo przynajmniej na wzmocnionym. Ja postanowiłem zawiesić go na takim wysięgniku w kształcie odwróconej litery L. Wysięgnik albo inaczej żuraw zrobiłem z okrąglych stalowych rur, a nie z prostokątnych profili. Głównie dlatego, że chciałem, by był obrotowy, by dało się kociołek przesuwać i odsuwać podczas gotowania z nad ogniska. No i chciałem też móc go prosto demontować.

Stelaż na którym zawieszony jest grill i kociołek

Najpierw więc wykopałem dość głęboki dołek i zamontowałem w nim węższą rurę, za pomocą betonu z jakimś delikatnym wzmocnieniem prętami 10mm. Oczywiście rura wypionowana, by żuraw nie był krzywy. Potem, w czasie, gdy beton tężał wziąłem sie za stelaż.

Stelaż to prosta rzecz. Ot dwie rury ucięte pod kątem 45 stopni, co w sumie daje kąt prosty, Dodatkowo dospawałem wzmocnienie po przekątnej z profilam uciętego również pod kątem 45 stopni. Nic trudnego. Na razie jednak nie montuję wzmocnienia bo zanim to zrobiłem, to chciałem dospawać bloczki.

I tu awaria. Kupiłem jakieś tanie bloczki z allegro po 4 zł, by przyoszczędzić. Niby w opisie miały, że są stalowe. Pomyślałem, stal to stal, zespawać się no i… Zacząłem je spawać i wyszło tak jak widzicie. Piękne iskry szły i się topiły.  No na pewno nie była to stal, którą da się spawać. No cóż, człowiek uczy się całe życie.

Dobre bloczki do montażu linki

Zamówiłem więc inne bloczki, tym razem droższe, na bogato, bo kosztujące ponad 11 złotych i te okazały się spawalne. Przyspawałem je tak jak widzicie. 

Przez bloczki przechodzi linka 6mm wychodząca ze smoczej wyciągarki ręcznej. Dziwna nazwa jak na wyciągarkę. Wyciągarka korbowa ma udźwig ponad tonę, więc do mojego kociołka wystarczy. Wywierciłem dziury w pionowej rurze żurawia. Po wywierceniu otworów, wiedząc już w którym miejscu będą, dospawałem wzmocnienie żurawia z profilu, tak by przykryć jedną z dwóch śrub służących do przykręcenia wyciągarki. Od razu jednak powiem, że ponieważ wybrałem dość małą średnicę rur, to na pewno dodam jeszcze w przyszłości wzmocnienie pionowej rury aż do trójkąta. Niby obecne konstrukcja daje radę i działa ale jak zamontuję kociołek wypełniony po uszy, to się lekko wygina. Trzeba wzmocnić.

Na koniec malowanie. Wyczyściłem rdzę za pomocą wiertarki i szczotki i nałożyłem specjalną farbę ognioodporną. Pamiętajcie jednak, że taka farba powinna się wygrzać w wysokiej temperaturze, by uzyskać maksimum swojej odporności. 

Montaż wyciągarki ręcznej

Po pomalowaniu przyszedł czas na zmontowanie całego żurawia, ustawienie go nad ogniskiem i wypróbowanie.

Na pierwszy ogień, po wypaleniu kociołka, które trzeba wykonać przed jego użyciem, zdecydowałem, że zrobię… kapuśniak, bo akurat miałem w lodówce składniki. Jak widzicie miałem też dwóch pomocników. Finezji w naszym daniu było tyle, ze należało wszystko wrzucić do kociołka i gotować – prawie jak u Makłowicza, czy innego Okrasy. 

Kapuśniak pyrkał sobie jakiś czas i powiem Wam, że żuraw, mocowanie, wyciągarka i odchylane ramię sprawdziło się, a kapuśniak no cóż, wyszedł świetnie. Niby to zwykły kapuśniak, ale jednak ma taki trochę inny posmak. I to nie dlatego, że się przypalił. Po prostu nieco inaczej smakuje. Zresztą samo pichcenie też jest przyjemne. Doglądanie mieszanie, dorzucanie do ognia. Klimatycznie.

Polecam zatem kociołek wszystkim tym, którzy mają miejsce na ognisko w ogrodzie. Moje rozwiązanie nie jest drogie, za to jest dyskretne i można je rozmontować w dowolnym momencie. No i cóż, czekam teraz na kolejny prezent od żony, czyli książkę z przepisami na dania z kociołka. Do zobaczenia majsterkowicze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.